Jest kilkanaście osób. Śpiewają „Serce wielkie nam daj, zdolne objąć świat”.

Stanisław ma osiemdziesiątkę. – Po wojsku podjąłem pracę, w której alkohol był na co dzień. Piło się w pracy i po pracy. Kompanów do takiego zajęcia nigdy nie brakowało. W domu ciągłe awantury i kłótnie. Po przejściu na emeryturę piłem intensywnie, alkohol pochłaniał całe moje życie rodzinne i towarzyskie, aż do interwencji policji w moim domu na oczach moich dzieci i wnuków. Pijaństwo moje trwało 42 lata – wspomina. Nie pije już 15 lat. – Nigdy nie podejmowałem leczenia szpitalnego. Nie korzystam z żadnych tabletek ani terapii. Moje uwolnienie od nałogu to wynik szczerej modlitwy i częstego korzystania z sakramentów świętych. Dodatkowo umacnia mnie uczestnictwo w naszej parafialnej Wspólnocie Trzeźwościowej – przyznaje.

Krzysztof

Jest przed sześćdziesiątką. – Picie to był dobry sposób, żeby zabić nudę i rozerwać się. Wraz z piciem okazyjnym coraz częściej piłem nałogowo, aż do upicia się do nieprzytomności. Pokusa zwyciężała zdrowy rozsądek, więzi rodzinne się rozluźniły, z czasem dorastające dzieci wstydziły się ojca – mówi. Zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Praca na budowie też stwarzała okazję do picia. Sam nigdy nie odmawiał. Alkohol stał się przyczyną jego samotności. – Otrzeźwienie przyszło w momencie konfliktu z prawem: jazda po pijanemu, częste bójki. Osiągnąłem tzw. dno alkoholika – wspomina. – Zawsze jednak uważałem, że są gorsi ode mnie i to oni powinni się poprawiać – dodaje. Dziś nie pije od 8 lat. – Uczę się żyć bez alkoholu, pozytywnie patrzeć na świat, cieszyć się z pozoru drobnych rzeczy. Modlitwa, Msza św. oraz terapia pomaga w utrzymaniu trzeźwego myślenia. Wybór wolności to moc Boska, nie ludzka – zapewnia.

Jezus piasek. 2

Staszek

Też przed sześćdziesiątką. – W wieku 15 lat z kolegami wypiliśmy po kilka szklanek piwa. Poczułem się jak dorosły – wspomina. Założył rodzinę. Urodziły się dwie córki. W 1983 r. musiał wyjechać do pracy do Szczecina. – Z dala od domu wolne chwile spędzałem z kolegami przy piciu – przyznaje. Wrócił. Podjął pracę na miejscu, a po niej „zajęcia świetlicowe” z kolegami przy flaszce. Urodziła się trzecia córka. – Żona przypominała mi, że obiecałem nie stwarzać dzieciom takiej atmosfery, jaką ona miała w domu przy ojcu alkoholiku. – Z czasem zaczęły mnie te uwagi denerwować i zaczynały się kłótnie. Wiedziałem, że dużo piję, ale przecież nie leżę po rowach, jestem zadbany, mam pracę, samochód – tłumaczył sobie Staszek. Pił coraz więcej. 8 maja 2003 roku obchodził imieniny.

jezus-uzdrawia-4

Rano 4-letni wnuczek przyszedł złożyć mu życzenia. Jedyne, co jednak powiedział, to było „Dziadziu, ty pijaku”. – Zrobiłem awanturę żonie, że go pewnie namówiła. Na drugi dzień kolejną. Pchnąłem ją. Żona powiadomiła policję. Wszczęto sprawę o znęcanie. Powiedziała mi, że wycofa sprawę, jak zacznę się leczyć. Pierwszy raz chciałem być trzeźwy – opowiada. Dziś nie pije już 12 lat.

za wiara.pl