Witam! Na schizofrenie zachorowałem w 2008. Przebywałem w szpitalu wraz z wykryciem choroby i niedługo po, jako forma terapii. Byłem raczej zawsze wierzący, i jeszcze przed chorobą słyszałem o cudownych uzdrowieniach w Kościele Katolickim. Często były obecne przy objawieniach maryjnych i związane z osobami świętych. Sam Jezus uzdrawiał, jak i Apostołowie. Znałem też, przez osoby trzecie, osoby uzdrowione. Tutaj szczególnie w kręgach ruchu katolickiego odnowy w Duchu Świetnym. Gdy zachorowałem czułem się fatalnie.

Zmiany leków, próba znalezienia tego na którym mógłbym normalnie funkcjonować, i rozpacz. Praktycznie wiedziałem, że już nigdy nie będę funkcjonował jak dawniej. Samopoczucie było fatalne, bark energii.. ale to wszyscy chorzy dobrze znają. Modliłem się do Boga o pomoc. Nie przychodziła mi łatwo modlitwa myślna bo miałem zaburzoną koncentrację i uwagę (chyba w tym był problem). Rodzice modlili się za mnie. Ze dwa razy dali na Msze w mojej intencji. Wiedziałem, że tylko Bóg może mi pomóc, bo co innego – leki? W niedługim czasie wypróbowałem już prawie wszystkie jakie były. Czekać na wynalezienie innego? Zacząłem szukać jakiegoś cudu. Może osoba święta gdyby się pomodliła w mojej intencji to bym wyzdrowiał, pomodliła o cud. Myślałem o tym i to dawało mi nadzieję, jakąś, bo w tej chorobie jest ona niewielka lub żadna.

modlitwa-wstawiennicza-2

Myślałem też o samobójstwie, nie mogłem i nie chciałem dalej tak funkcjonować, tak źle się czułem. Ale bał bym się zabić, no i nie wiadomo czy nie poszedł bym za to do piekła. Pozostało tylko szukać cudu. Szukałem w internecie czy jest jakieś szczególne miejsce gdzie dokonał się cud uzdrowienia ze schizofrenii. Znalazłem jedno świadectwo dziewczyny cudownie uzdrowionej po wstąpieniu do odnowy w Duchu Świętym, jakiś fakt uzdrowienia z choroby psychicznej w związku z cudem Matki Bożej Kwiatowej w sanktuarium we Włoszech w Bra, i jakieś uzdrowienie misjonarza (ale to nie jest pewne). Chciałem by i dla mnie wydarzył się cud. Rodzice należą do wspólnoty odnowy w Duchu Świętym, ja chodziłem tam kiedyś. W wakacje 2009 miała się odbyć tzw. modlitwa o uzdrowienie, często sprawowana podczas takich zbiorowych rekolekcji czy też kazań, wraz z Mszą Świętą.

Do Polski został zaproszony gość z zagranicy, John Bashobora, który został obdarzony chryzmatem uzdrawiania; za sprawą jego modlitwy dokonują się liczne uzdrowienia. Nie jest to jedyny taki gość zagraniczny zaproszony by się modlić o uzdrowienia. Są inni. Bóg obdarza pewnych ludzi by się modlili za innych. Zresztą wszyscy jesteśmy do tego powołani, by się modlić jedni za drugich. Proszę też tego nie mylić z żadnym homeopatą, bioenergoterapeutą, czy innym szamanizmem. Tutaj działa tylko sam Bóg, a oni zwracają się tylko do niego.

modlitwa-wstawiennicza-1

To tak jak modlitwa wstawiennicza. Pojechałem na tą Msze Świętą. Jednak podczas nic się nic się nie wydarzyło. Po spotkaniu podszedłem do ojca by się pomodlił nade mną. Było sporo takich ludzi. Obok mnie była dziewczynka głucha. Gdy ojciec pomodlił się nad nią od razu odzyskała słuch. Na moich oczach. Pomodlił się i nade mną.

Jednak nic się nie wydarzyło. Byłem rozczarowany i chyba nawet zły, o to, że Bóg dla innych ma cud a dla mnie nie ma. Innych uzdrawia a mnie nie. Jednak nic innego mi nie pozostało, bo co innego miałem.. Tylko znów prosić, i szukać cudu. Były nadal wakacje. Minęło trochę czasu od tej Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Gdzieś rodzicom obiło się o uszy, że jest taka mała wspólnota zakonna sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia w Rybnie. Tam też Bóg dokonuje różnych dzieł. Sporo osób tam przyjeżdża. Mieliśmy z rodzicami jechać gdzieś odpocząć na wakacje ale nie wypalił pierwotny plan. Więc pojechaliśmy zobaczyć tą wspólnotę zakonną. Zakon ten jest młody powstał niedawno, i liczy kilka sióstr. Wzorował się, czy też powstał, według tego co miała w widzeniach święta siostra Faustyna, i zapisała w swoim dzienniczku. Po przyjeździe dowiedziałem się, że nie ja jeden przyjeżdżam tam z problemem psychicznym. Bóg jakoś pomaga tam ludziom także z chorobami psychicznymi. Dokonują się cuda lub też poprawa w zdrowiu. Szczególnie też uwolnienia z opętań i zniewoleń. Fizycznie to nie ma tam nic ciekawego, mała kapliczka, Msza rano, a siostry zachęcają do odbycia spowiedzi. Nie chciałem iść od spowiedzi ale poszedłem, rodzice namówili. Po spowiedzi ksiądz modlił się nade mną, mówił żebym prosił Boga o cud dla siebie. Po modlitwie spytał jak się czuje, a ja nie byłem wstanie dokładnie określić. Byliśmy tam parę dni. Przy okazji zwiedziliśmy Niepokolananowo i Licheń. Po dwóch dniach od tej spowiedzi i modlitwy moje samopoczucie się zmieniło, przez jakiś czas czułem się raz fatalnie i raz lepiej. Miałem takie wahania. Pamiętam, że jak byłem w Licheniu to czułem się strasznie napędzony, tak sztucznie jak po Abilify. Wtedy po raz pierwszy od choroby spałem tylko z 7 czy 8 godzin.

Normalnie spałem po 11. Samopoczucie się zmieniało, raz gorzej a raz lepiej. I co jakiś czas mocno bolała mnie głowa. Ale już wdziałem, że coś się dzieje. Te wahania trwały miesiąc ale z wyraźną powolną poprawą na lepsze samopoczucie. Aż był moment gdy jakby wszystko wróciło znów do stanu normalnej choroby. Po jakimś czasie znów, bóle głowy i zmiany samopoczucia. To jest proces. Bóg czasem tak uzdrawia, nie nagle ale stopniowo. Dziś już minęło 6 miesięcy od tego wyjazdu i modlitwy. Samopoczucie mam jak przed chorobą, jestem aktywny jak dawniej, poszedłem na studia, wróciła dawna kondycja umysłowa. Fajnie jeszcze by było jakbym znów normalnie sypiał po 8h. I co ciekawe, przy braniu leków chciało mi się jeść, efekt uboczny, natomiast po tych zmianach nie chce mi się już tak jeść, choć biorę leki cały czas. Podejrzewam, że coś się zmieniło w głowie, chemia w mózgu, stąd były i czasem są te bóle głowy. Zarazem pewnie leki inaczej działają. Próbowałem zmniejszyć dawkę leków, na początku tych zmian, ale chyba psychoza wracała, dlatego wróciłem do początkowej dawki. Może było za wcześnie. Może kiedyś, za jakiś czas spróbuje jeszcze raz odstawić, gdy wszystko wróci całkiem do normy.

Proces ciągle trwa ale mój cud już się dokonał. Wszystko łaska Pana! Pozdrawiam.

modlitwa-wstawiennicza-3

Często trzeba zapytać się czy wszystkim przebaczyłem , żeby Jezus mógł działać, trzeba też nie poddawać się w szukaniu i w błaganiu uznając swoją małość i nicość. Ludzie jadą i oczekują cudu, a sami w głębi duszy wstrzymują proces uzdrowienia. Jezus wie co dla ciebie najlepsze i jeśli choroba jeszcze nie mija w pełni to dlatego abyś się oczyścił, lub inni wokół ciebie, abyś może mniej cierpiał w czyśćcu. Jeżeli przebaczysz wszystkim w sercu i nie będziesz czuł urazy do nikogo z ludzi Jezus na pewno uzdrowi przede wszystkim  twoją duszę i oto Mu najbardziej chodzi. A ciało to tylko proch, ale jeśli będziesz prosić wytrwale, jak natrętny przyjaciel to też doświadczysz cudu cielesnego. Miej zawsze nadzieję, Jezus to najlepszy lekarz, nie ma lepszego na ziemi.

Prośmy naszych kapłanów o modlitwę wstawienniczą tak zapomnianą przez nich samych.